Słuchając (dla) ciała

młoda kobieta tańczy w kuchni

Słuchanie ciała?

Szumów w uszach mam słuchać? Odgłosów czkawki? A może burczenia w brzuchu?

Tak.

… 

No, poniekąd.

Słuchanie ciała i uważność na sygnały z niego płynące to temat rzeka. Niemożliwy do wyczerpania w pojedynczym artykule. Dlatego w tym tekście zrobię pewną syntezę tego tematu. Przefiltrowaną przez moje osobiste doświadczenia, profesjonalne kompetencje oraz konteksty rodzicielskie.

Z tego artykułu dowiesz się:

  1. Czym jest to tajemnicze słuchanie ciała?
  2. Po co to robić?
  3. Czy da się wyjść z głowy do ciała?
  4. Co w tym zakresie oferują terapie kreatywne?
  5. Jak wykorzystać te dobrodziejstwa w doświadczeniach rodzicielskich?

O co w tym chodzi?

Słuchanie ciała to zwracanie uwagi na sygnały, które ciało ci wysyła. I decydowanie, co chcesz z tymi sygnałami zrobić.

Tylko tyle i aż tyle.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Zwłaszcza że owe sygnały bywają bardzo zróżnicowane. Jedne są oczywiste, a inne mogą być zaskakujące – bo nie myślimy o nich jako o sygnałach cielesnych.

Wyobraź sobie taką sytuację:

Cecylia budzi się rano.

Idzie się wysikać.

Po drodze słyszy dobiegające z drugiego pokoju: „Mamoooooooooo…”.

Zmienia obrany kurs.

Okazuje się, że jej dziecku leci glut i trzeba wytrzeć nos. Czas mija, trwa to dłuższą chwilę, bo dziecko ma inny pogląd w tej kwestii i broni swej integralności niczym Rejtan niepodległości. Być może nawet leży teraz w podobnej pozycji.

Sytuacja wkurza Cecylię coraz bardziej, niecenzuralne słowa wybrzmiewają jej pod nosem lub może i głośniej. Być może odzywa się do potomstwa w sposób, hm… daleki od tego, co proponują najlepsze poradniki.

Z poczuciem przegrania z porankiem i bycia najgorszą matką roku Cecylia doczołguje się do ekspresu do kawy. Orientuje się, że ciągle nie zrobiła tego cholernego siku. Serce bije jej coraz szybciej, oddech się skraca i w całym Cecyliowym jestestwie kotłuje się wielki, splątany kłąb złości i poczucia winy.

A teraz scenariusz alternatywny:

Cecylia budzi się rano.

Idzie się wysikać.

Po drodze słyszy dobiegające z drugiego pokoju: „Mamoooooooooo…”.

Cecylia zatrzymuje się na chwilę i zastanawia się, co zrobić.

„Zaraz przyjdę, kochanie. Strasznie chce mi się siku”.

Siada na kibelku i, sikając, czuje ulgę w ciele.

Myje ręce wodą w ulubionej temperaturze i zmierza do wciąż pojękującego dziecka.

Okazuje się, że leci mu glut i trzeba wytrzeć nos. W tym scenariuszu dziecko również jest nowym wcieleniem Rejtana, ale za to Cecylia ma w sobie nieco więcej spokoju.

„Spoko”, mówi do siebie. „Damy radę. Zaraz zrobię sobie kawę”. Dzień Cecylii ma szansę rozwinąć się w innym kierunku.

Jedyna różnica? Cecylia posłuchała ciała i uszanowała własną potrzebę opróżnienia pęcherza.

Brzmi znajomo?

Okazuje się, że słuchanie ciała może być całkiem przyziemne. Bardzo bliskie codziennego życia.

Podstawowe mechanizmy

Każde nasze zachowanie na czymś bazuje. Często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Albo inaczej – w głębi duszy wiemy, że coś tam nami kieruje, ale jest to tak oczywiste, tak wpisane w codzienne doświadczenie, że nie poświęcamy temu specjalnego namysłu.

Tym czymś, co leży gdzieś u podstaw naszych działań i wyborów, jest wizja człowieka i jego miejsca w świecie. Przekonania dotyczące tego, jak działa człowiek. Co może, czego nie może i jak to się ma do rzeczywistości, w której przyszło mu żyć.

W otaczającej nas wypadkowej okoliczności życiowych (czasu, epoki, położenia geograficznego, dominujących w naszym rejonie religii, systemu społecznego, warunków klimatyczno-pogodowych etc.) – czyli w naszej kulturze – większość z nas wyrasta w przekonaniu o wyraźnym podziale: ciało vs. umysł. Emocje vs. myśl. Człowiek jawi się jako logicznie myślące, racjonalne stworzenie, potrafiące zapanować nad własnym ciałem i resztą świata. Myślę, więc jestem. Co zatem pozostaje nam w kontrze? Jeśli nie myślę, to mnie nie ma. Idea co najmniej niepokojąca, a być może nawet przerażająca.

Koncepcje terapeutyczne, które posługują się sformułowaniem „słuchanie ciała”, zapraszają do przyjęcia innej perspektywy. Do zakwestionowania oczywistego dla nas rozdziału ciała i umysłu. U podstaw tego zaproszenia leżą następujące założenia: ciało i umysł pozostają w nierozerwalnym połączeniu. Jest między nimi sprzężenie zwrotne, czyli stan ciała wpływa na stan umysłu i vice versa. Często idziemy nawet jeszcze dalej. Proponujemy ujęcie, w którym umysł i psychika są nie tylko połączone z ciałem, ale stanowią jego integralną część. Ujmując to inaczej: jesteś w pełni twoim ciałem – i odwrotnie, twoje ciało to w pełni ty. Dlatego zwracanie uwagi na to, co się dzieje w twoim ciele – na ból, potrzeby fizjologiczne (jedzenie, picie, robienie siku i kupy), spięcie, odprężenie, błogość – może wpłynąć pozytywnie na jakość codziennego życia.

Odczucia z ciała – czyli co?

Na co więc warto zwracać uwagę? Oto lista odczuć, które warto zauważać. Na pewno nie jest to lista kompletna! Potraktuj ją jak inspirację i zaproszenie do własnych obserwacji, tworzenia słów i określeń oraz formułowania spostrzeżeń:

  • podstawy podstaw: potrzeba jedzenia, picia, snu, zrobienia siku i kupy,
  • chęć poruszania się,
  • chęć odpoczynku,
  • mrowienie,
  • kłucie,
  • ból,
  • napięcie,
  • ograniczony zakres ruchu,
  • uczucie błogości,
  • ciepło,
  • chłód,
  • uczucie przyjemności,
  • łaskotanie,
  • zaciśnięte zęby,
  • oddech – długi/krótki, spokojny/urywany…
  • bicie serca,
  • dzwonienie w uszach, szumy.

Zauważ, że niektóre z tych odczuć mogą sugerować konieczność udania się po pomoc lekarską. To kolejny powód, dla którego warto zwracać uwagę na sygnały ciała. Dzięki takiej praktyce możesz wyłapać wczesne objawy urazów, chorób etc. i uzyskać pomoc, zanim dolegliwości się rozwiną.

Głowa i mózg to też ciało

W świecie pracy z ciałem często używa się określenia „wyjdź z głowy do ciała” lub jego wariantów.

Uważam, że jest to niezły sposób na start. Skoro żyjemy w kulturze, która zakłada rozdział ciała i umysłu, to takie zdanie pomaga zobrazować sobie kierunek zmiany.

Jednocześnie nie sądzę, żeby zatrzymanie się w tym miejscu było dobrym pomysłem. Bo jeśli pozostaniemy w tym „wychodzeniu z głowy do ciała”, to tak naprawdę podtrzymamy dychotomię. A ja zachęcam do wyjścia poza nią. Dlaczego?

Primo. Głowa i mózg nie lewitują ponad korpusem. Nie są też podłączone do niego kablami. Są równoprawnymi częściami ciała.

Secundo. Całe to „wyjście z głowy” najczęściej odnosi się do tego, by przenieść akcent z postrzegania myślowego na postrzeganie zmysłowe. Czyli – przestać tyle myśleć, a zacząć więcej czuć.

Tylko że… nasze myśli są częścią nas. Są tworzone przez mózg (być może coś jeszcze, co wymyka się poznaniu naukowemu, ale w tym tekście nie wgryzamy się w temat aż tak głęboko). I owszem, możesz się dystansować od myśli. Tak, nie jesteś swoimi myślami. A jednocześnie – są one wytworem twojego ciała. Jak to się dzieje? Jak wspomniałam powyżej, tworzy je mózg. Czyli ciało. Ponadto myśli bardzo często pojawiają się w odpowiedzi na to, co dzieje się w twoim ciele. W dodatku tak szybko, że nawet nie zdążysz zauważyć tego, co w ciele się zdarzyło. Zauważasz dopiero ostateczną część procesu, czyli właśnie myśl. Albo napędzane nią zachowanie.

Przełóżmy to na historię Cecylii.

W wersji pierwszej zignorowała ona dramatyczne wołanie pęcherza o opróżnienie i od razu poszła do jojczącego dziecka. Wpadła w sekwencję zdarzeń, z której świadomie zauważyła dopiero ostateczny wku*w. Jakie myśli mu towarzyszyły? „Ja pier***ę. Znowu to samo. Czy ono zawsze musi zaczynać dzień dramą? To się nigdy nie skończy. Już nigdy nie odzyskam poranków dla siebie. NIGDY!”

Wersja druga natomiast przebiegła nieco inaczej. Gdy Cecylia dotarła do pojękującego potomstwa, miała za sobą zaspokojenie swoich potrzeb fizjologicznych. Poczynania dziecka były równie dynamiczne i dramatyczne, ale Cecylia zareagowała na nie inaczej – nie dała się wciągnąć w spiralę jęków. Myślała tak: „Uch, to trudne. Nie lubię takich sytuacji. Dziecku też pewnie trudno, gluty są nieprzyjemne. No dobra, jakoś przetrwam, zazwyczaj około 11:00 robi się spokojniej”.

Czujesz różnicę? W wyniku tego, w jakim stanie było ciało Cecylii – a konkretniej jej pęcherz – pojawiły się w niej inne emocje i inne myśli. A co za tym idzie, zupełnie inne reakcje na identyczne wydarzenia.

I to jest moim zdaniem moc słuchania ciała. Pomaga ono regulować własne reakcje na potencjalnie wytrącające z równowagi zdarzenia. A co jak co, ale rodzicielstwo obfituje w kryzysy, sytuacje niespodziewane, gwałtowne eskalacje i tym podobne „atrakcje”.

Słuchanie dla ciała

Proste? Tak. Łatwe? Uch, nie. Jeśli przez większość życia nie ćwiczyłaś_łeś uważności na sygnały z ciała, to przestawienie się może być naprawdę trudne.

Słowo „ćwiczyłaś_łeś” jest kluczowe. Bo uważność to umiejętność. To znaczy, że można ją wypracować. Stopniowo nabierać w niej biegłości. 

Istnieją niezliczone sposoby na taki trening. Są kursy MBSR. Są psychoterapie poznawcze oraz takie, które bazują na uważności. Są też metody terapeutyczne oparte o pracę z ciałem. Zajęcia ruchowe w stylu jogi i tai-chi. Wybór jest ogromny! Można testować i szukać formy dopasowanej do własnych potrzeb. Ja zapraszam, oczywiście, do metod wywodzących się z terapii kreatywnych. Konkretnie z muzykoterapii (czyli terapii przez muzykę) i choreoterapii (terapii przez ruch). Proponuję zestaw trzech ćwiczeń. Możesz je wykonywać wszystkie po kolei, a możesz też skorzystać z nich oddzielnie. Próbuj różnych wersji. Szukaj tego, co najbardziej cię wspiera.

Ćwiczenie nr 1 – medytacja body scan

Przybierz możliwie wygodną pozycję. Najczęściej prowadzący na nagraniach zachęcają do położenia się, ale w realiach rodzicielskich może być z tym różnie 😉 Dlatego: możesz się położyć, możesz usiąść, klęknąć, możesz też pozostać w ruchu. Pamiętaj, że to medytacja jest dla ciebie, a nie ty dla medytacji. Jak już będziesz w tej możliwie najwygodniejszej pozycji, to zwróć uwagę na swój oddech. Jak? Na start zauważ, że w ogóle oddychasz. Poczuj rytm wznoszenia i opadania. Ekspansji i chowania. Poczuj temperaturę powietrza przepływającego przez twój nos i gardło. Następnie zacznij spokojnie kierować uwagę, niczym światło latarki, na swoje ciało. Zaczynając od czubka głowy, przechodząc przez szyję, ramiona, klatkę piersiową, brzuch, biodra, dłonie, pośladki, uda, łydki, aż po same koniuszki stóp. Co czujesz? Co tam się dzieje? Ciepło? Zimno? Spokój? Spięcie? Coś innego? Po zakończonym skanie zrób kilka spokojnych oddechów. Zauważ, jak ci jest teraz.

Ćwiczenie nr 2 – muzyczny mindfulness

Jeśli zrobiłaś_łeś wcześniej medytację body scan, to będziesz mieć nieco ułatwione zadanie. Tak, jakbyś miał_a za sobą rozgrzewkę.

Wybierz jeden dowolny utwór muzyczny. Może być taki, który lubisz, może być taki, którego nie lubisz, może być też przypadkowy, którego zupełnie nie znasz. Puść go i posłuchaj. Słuchając, zwracaj baczną uwagę na to, co się z tobą dzieje pod wpływem muzyki. Jak reagujesz? Jakie odczucia w ciele zauważasz? Czy pojawiają się jakieś emocje? Myśli? Przyjmij postawę życzliwego obserwatora. Cokolwiek się pojawi, jest OK. Pozwól sobie na przepływ wrażeń i obserwację pozbawioną ocen. Kiedy utwór się skończy, zrób kilka spokojnych oddechów i zauważ, jak ci jest.

Idealnie byłoby, gdybyś mógł_mogła skupić na tym ćwiczeniu całą swoją uwagę. Zastanów się, jak mógłbyś_mogłabyś to sobie zapewnić. Może warto wybrać krótki utwór? Albo wykorzystać czas dziecięcej drzemki? Albo zrobić to ćwiczenie przed snem? Poszukaj małych kieszonek czasu, w których możesz podarować sobie uważność na siebie. Zasługujesz na to. 

A jeśli z jakichś względów nie jesteś w stanie dać sobie 100% uwagi nawet przez chwileczkę – pamiętaj, że takie ćwiczenia nie muszą być zrobione w idealny sposób, w idealnych warunkach, żeby były dla ciebie wartościowe. 10% uważności jest lepsze niż 0%!

Ćwiczenie nr 3 – ciało w ruch

Ostatnią aktywnością, którą ci proponuję, jest zatańczenie do tego samego utworu, który wykorzystałaś_łeś w ćwiczeniu „Muzyczny mindfulness”. Poruszanie się do muzyki może przynieść zaskakujące efekty. Pod pewnymi wszakże warunkami. Pierwszym z nich jest odpuszczenie oceny własnego ruchu. Zarówno negatywnej (blokuje), jak i pozytywnej (narzuca oczekiwania). I jest to być może najtrudniejsza sprawa, bo wychowani_ne jesteśmy w nieustannych ocenach. Ale… warto próbować. Z każdym kolejnym razem jest coraz łatwiej. Drugim warunkiem jest odpuszczenie myślenia o tym, jak chcesz tańczyć. Pozwól muzyce być bramą do twoich własnych ruchów, rytmów i kształtów. W takim tańcu często pojawia się wiele odczuć, na których nazwanie nawet nie ma słów. I to jest w porządku! Nie wszystko musi zostać zwerbalizowane. Wiedza o sobie gromadzona poprzez zmysły jest tak samo wartościowa, jak ta wyrażona najstaranniejszą polszczyzną. Pozwól wrażeniom i doznaniom przepływać przez siebie. Obserwuj życzliwie. Twoje doświadczenie jest OK takie, jakim jest.

Ty jesteś OK, dokładnie taki_a, jaki_a jesteś.

Posłowie

Żyjemy w Polsce XXI wieku. Zdawałoby się, że w tym miejscu i w tym czasie każdy_a z nas będzie żyć w przekonaniu o sprawczości i wolności wyborów wszelakich. W poczuciu niezachwianej autonomii własnego ciała.

Tymczasem nadal pozostaje to luksusem i przywilejem.

Uważność na własne ciało daje coś więcej niż spokój w obliczu dziecięcego gluta. Słuchając swojego ciała, zyskujesz coś o wielkiej mocy – wiedzę.

Wiedzę o cyklu miesiączkowym.

Wiedzę o swoim chronotypie.

Wiedzę o potrzebach żywieniowych.

Wiedzę o twoich reakcjach na stres.

A to wszystko daje ci wiedzę o twojej własnej, osobistej sile.

W kulturze zdominowanej przez wizję rozdziału ciała od psychiki, w kulturze wartościującej ciało negatywnie, w kulturze, która neguje fizyczną i umysłową sprawność osób z macicami – w kulturze patriarchatu – wiedza o własnej, osobistej sile jest rewolucyjna.

Zmiany zaczynają się od nas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.