Rodzicielstwo bliskości a związek. Czy bliskość z dzieckiem zabierze mi bliskość z partnerem?

Rodzicielstwo bliskości a związek. Czy bliskość z dzieckiem zabierze mi bliskość z partnerem?

Obawy o to, jak będzie wyglądał związek po narodzinach dziecka, towarzyszą chyba każdej parze. I nic dziwnego – to przecież rewolucja! Jednak kiedy planujesz stosować rodzicielstwo bliskości – lub już to robisz – te obawy mogą być jeszcze bardziej nasilone. Bo czy przy tym całym karmieniu piersią, noszeniu w chuście i współspaniu będzie w ogóle taki czas, kiedy dziecko nie będzie tuż obok albo na tobie, uniemożliwiając jakikolwiek czas sam na sam z partnerem?

Czas na bliskość po dziecku

Mówiąc wprost: TAK, dzieci zabierają od cholery czasu i energii, a wasze partnerstwo nie ma najmniejszych szans wyglądać dokładnie tak jak dawniej. To po prostu nowy etap waszego życia jako pary i będziecie potrzebowali włożyć trochę wysiłku w zbudowanie sobie nowych zwyczajów, nowej przestrzeni tylko dla was. I wiesz co? Zadbanie o to jest mega ważne! Dzieci bardzo wiele się uczą o relacjach, o świecie, a nawet o sobie, obserwując związek rodziców (czy też inne twoje relacje, jeśli wychowujesz dziecko samodzielnie). 

Wbrew pozorom dziecko nie potrzebuje poświęcania mu 100% czasu – wręcz przeciwnie: bycie całym światem rodzica to dla dziecka spore obciążenie. Już kilkumiesięczne niemowlęta mają potrzebę odkrywania świata, samodzielnej zabawy, podejmowania inicjatywy, budowania relacji z innymi ludźmi… Rodzicielstwo bliskości nie równa się temu, że musicie być z maluchem jak papużki nierozłączki!

Przy odrobinie wprawy możecie wypracować sobie takie podejście do waszego rodzinnego życia, w którym bliskość z dzieckiem i empatyczne odpowiadanie na jego potrzeby, choć bardzo istotne, nie zajmą całej czasoprzestrzeni, zostawiając też coś dla was jako pary. Sprawdźmy, jak to zrobić w praktyce.

Po pierwsze: planuj

To wyświechtany frazes, dlatego zmierzmy się z nim od razu. TAK, planowanie wspólnego czasu jest ważne! Z prostego powodu: przed pojawieniem się dziecka spędzanie czasu we dwoje było waszym domyślnym trybem. To się „działo samo”. A teraz? Bęc, zmiana! Waszą domyślną drużyną jest TROJE. Co więcej – „to trzecie” potrzebuje codziennej całodobowej opieki, więc spędzanie czasu we dwoje wymaga pomyślunku i zaangażowania. Im szybciej się z tym pogodzisz, tym szybciej będziecie znów mieli trochę czasu dla siebie – o spontanie na razie zapomnij.

Są dwa istotne obszary planowania wspólnego czasu: codzienność i „coś ekstra”. Ten pierwszy jest niezbędny, żebyście nie utracili więzi jako para – jeśli będziecie spędzać czas przez wiele lat wyłącznie jako rodzina, może się okazać, że kiedy wreszcie stwierdzicie, że „macie czas”, to… nie bardzo będzie do czego wracać. Natomiast „coś ekstra” jest jak wentyl – pomaga od czasu do czasu spuścić napięcie i „na wypasie” zadbać o relację.

Planowanie w codzienności to np.:

  • zaplanowanie stałego wieczoru w tygodniu tylko dla was. Może kolacja z ulubionej knajpy z dowozem do domu plus Netflix? Albo czytanie obok siebie w łóżku i mizianie się stopami? To nie musi być wieczór pełen fajerwerków, herbata i rozmowa też są super. Ważne, żeby to było WPISANE w waszą powszedniość;
  • załatwienie na ten wieczór (jeśli jesteście odważni lub macie większe dziecko) stałej, cotygodniowej opieki do dziecka i WYJŚCIE z domu;
  • tworzenie nowych rytuałów, np. kiedy partner gotuje, ty siedzisz z nim w kuchni i gadacie o minionym dniu, i vice versa.

Oczywiście, różne rzeczy będą mniej lub bardziej w waszym zasięgu, zależnie od wieku dziecka, rodzaju karmienia czy możliwości zapewnienia mu opieki. Ale zachęcam cię: wyjdź poza standardowe „nie mam jak”. Kombinuj.

„Coś ekstra” to na przykład, w zależności od wieku dziecka i waszych możliwości, wypad na weekend za miasto, wyjście na imprezę, wyjazd na tydzień do ciepłych krajów… Uwierz mi: zostawiając dziecko pod troskliwą opieką nawet na tydzień czy dłużej, nie przestajesz z automatu być bliskościowym rodzicem! Powiem tak – najlepszą mamą jestem w te dni, które nastają po powrocie z wypadów z mężem. Serio. Nawet jeśli to była jedna noc spędzona w hotelu w tym samym mieście.

Po drugie: obniż standardy

Sprzątanie naprawdę MOŻE poczekać – w przeciwieństwie do dbania o relację! Randka, spotkanie z partnerem w łóżku czy seks nie musi się równać depilacji od stóp do głów, byciu w pełni sił i wdziewaniu sexy bielizny – jak będziesz sobie stawiać tak wysokie wymagania, to czas na intymność znajdzie się rzeczywiście bardzo rzadko. Spróbuj sama prześledzić, w jakich obszarach włącza ci się „trzeba / muszę / powinnam” – to sygnalizatory wygórowanych oczekiwań wobec siebie, które rzucają ci kłody pod nogi. Jesteś wolną, dorosłą osobą i MOŻESZ zdecydować inaczej.

Jeśli masz wewnętrzną blokadę na seks, kiedy dziecko jest w pobliżu, lepiej nie próbuj tego przeczekać, bo najprawdopodobniej to się samo nie zmieni. Zamiast przeczekiwania spróbuj wprowadzić jakieś niewielkie zmiany, które zwiększą twój komfort: przenoszenie dziecka do innego pokoju, zamek w drzwiach, elektroniczna niania, włączona muzyka… Szukajcie, aż znajdziecie 🙂

Po trzecie: włącz kreatywność

Tak, wiem, że właśnie proszę o włączenie kreatywności przemęczoną, przestymulowaną matkę i prawdopodobnie patrzysz na mnie teraz wilkiem przez ekran. Ale wytrzymaj jeszcze chwilę… Chodzi mi o to, żebyś sama siebie nie zamknęła w „mentalnych klatkach” w rodzaju „nie mogę uprawiać seksu, bo współśpimy z dzieckiem” albo „nie możemy wychodzić na randki, bo nie mamy nikogo do opieki nad dzieckiem”. Spróbuj. Spróbuj znaleźć sposób w myśl mojego ulubionego powiedzenia: commit to seeking solutions, not problems (zaangażuj się w szukanie rozwiązań, a nie problemów).

Nie powiem ci, co dokładnie zadziała w waszym przypadku – każdy z nas ma swoją unikalną rzeczywistość. Ale pamiętaj: seks można uprawiać też poza łóżkiem i nie tylko wieczorem. Oprócz żłobków są jeszcze opiekunki, sąsiadki, babcie, koleżanki, nastolatki i emerytki (oraz opiekunowie, sąsiedzi, dziadkowie, koledzy, nastolatkowie i emeryci). Ja i mój mąż chodzimy od lat na randki śniadaniowe – wcale nie gorsze od tych wieczornych! 

Warto też zadbać o robienie wspólnie nowych rzeczy. Dzięki temu unikniecie powtarzalnego „dnia świstaka” i będziecie mieli szansę nie zapomnieć o tym, co w sobie nawzajem polubiliście dawno, dawno temu, za górami, za lasami, kiedy nie było jeszcze przy was dziecka.

Po czwarte: wykorzystuj czas z dzieckiem obok

Kiedy dziecko jest z wami, nadal możecie dbać o swoje partnerstwo. Przy niemowlaku śpiącym lub bawiącym się obok na kanapie można wspólnie obejrzeć film (nie zrobicie mu tym krzywdy, tylko wybierzcie raczej obyczajówkę niż horror), jedząc coś dobrego. Możecie czytać na głos rozwojowe książki albo grać w gry planszowe, nawet jeśli co parę minut przerywacie, odpowiadając na potrzeby dziecka. Możecie leżeć na dywanie, kiedy dziecko po was łazi, a wy rozmawiacie. Możecie znaleźć czas na wspólne spacery, które spędzicie na byciu razem, a nie bieganiu za dzieckiem po placu zabaw, podczas gdy to drugie gapi się w telefon…

Po piąte: bądźcie uważni na siebie nawzajem

Gdybym miała – jako matka-weteranka – wygłosić jedną złotą myśl na temat „partnerstwo po dzieciach”, powiedziałabym: nigdy nie przestawajcie rozmawiać. Pozostańcie w kontakcie – z samymi sobą i ze sobą nawzajem. Znając i komunikując swoje potrzeby, a także znając i przyjmując z szacunkiem potrzeby partnera, możemy tak żonglować czasem i planami, żeby każdy czuł się nieźle w swoim miejscu w rodzinie (celowo mówię „nieźle”, bo celowanie w czucie się „świetnie” przez cały czas jest – bądźmy szczerzy – po prostu nie do zrealizowania). Dbajcie o to, żeby każdy miał też trochę czasu osobno – na kawę z koleżanką, zajęcia sportowe, czytanie książki w parku czy cokolwiek innego poza pracą, dzieckiem, domem i sobą nawzajem. Nie chcesz przecież zniknąć, prawda?

Po szóste: malutkie rzeczy są naprawdę ważne

Julie i John Gottmanowie – znani badacze związków – wprowadzili metaforę związku jako konta bankowego (romantycznie, co nie?). Za każdym razem, kiedy robisz coś miłego dla partnera, dokonujesz wpłaty. Kiedy natomiast robisz coś niemiłego, dokonujesz wypłaty. Gottmanowie dowiedli, że aby związek mógł być szczęśliwy i długo trwać, musi w nim być pięciokrotnie więcej wpłat niż wypłat. To co, przyniesiesz mu tę kawę z buziakiem, kiedy jest na callu? I ugryziesz się w język przed kolejnym zrzędliwym komentarzem, gdy po prostu jesteś zmęczona? Warto.

Bliskość z dzieckiem nie musi ci odbierać bliskości z partnerem, jednak będziecie potrzebowali włożyć w to trochę wysiłku. Tak, to prawda: nie będzie już tak jak dawniej. Ale to od was zależy, czy potraktujecie to jako powód do narzekania, czy jako ciekawe wyzwanie!

Zdjęcie: Toa Heftiba on Unsplash

Autor Pamela Kucińska

psycholożka i edukatorka okołoporodowa. Od dekady na różne sposoby towarzyszy kobietom w początkach macierzyństwa i nie tylko, wspierając je w budowaniu dobrych relacji z dzieckiem, partnerem/ką i - przede wszystkim - z samą sobą. Autorka e-książki "#Niezbędnik porodowy" i kursów online dla rodziców. Znajdziesz ją na www.pamelakucinska.pl i w social media @pamela_kucinska_psychologia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.