Dobry cykl

Happy,Girl,enjoys,Morning,By,Lake.,Mist,Over,Water.,Chilly

Nie tak dawno Internet poruszyła informacja, że jedna z krakowskich firm postanowiła swoim pracownicom przyznać urlop menstruacyjny. Poruszenie obejmowało opinie na osi od „tak trzeba żyć – bierzcie przykład” do „na głowę upadli”. A tymczasem takie działanie może uzasadniać nie tylko empatia względem pracownic, ale też całkiem wymierne korzyści ekonomiczne. Dlaczego? 

Menstruacyjna mgła mózgowa 

Sięgnijmy do badań naukowych. Szwajcarscy i niemieccy uczeni w 2017 roku udowodnili, że nie ma „spójnego związku między poziomem hormonów u kobiet, w szczególności estrogenu i progesteronu, a uwagą, pamięcią roboczą i zdolnościami poznawczymi”. Czyli, że coś takiego jak period brain fog, co można przetłumaczyć właśnie jako „menstruacyjna mgła mózgowa”, nie istnieje. Czy to oznacza, że cykliczność na nas nie wpływa? Bynajmniej. Powodem, dla którego przeprowadzono takie badanie, była chęć podważenia stereotypów mówiących, że kobiety nie mogą być liderami, ponieważ zmiany hormonalne przed miesiączką i w jej trakcie wpływają na nasz sposób myślenia, brak logiki czy trudności w radzeniu sobie z emocjami. Stereotyp szczęśliwie upadł, jednak fakt wpływu poziomu hormonów na to, w jakim stopniu jesteśmy efektywne, ile mamy energii czy w jakim kierunku idą nasze działania, wart jest rozważenia. Chodźmy zatem dalej.

Dobry tracking nie jest zły

Jeśli kiedykolwiek korzystałaś z naturalnych metod rozpoznawania płodności (śledzenie podstawowej temperatury ciała, śluzu szyjkowego czy pozycji szyjki macicy), wiesz, że dzięki tym obserwacjom można się wiele dowiedzieć. Choć na początku może to wydawać się czarną magią, z czasem odczytywanie sygnałów organizmu robi się coraz łatwiejsze i symptomy mówią coraz więcej: nie tylko, czy to czas, w którym masz szansę na poczęcie dziecka, ale też czy jest coś, przez co boli cię głowa, czujesz się zmęczona i przytłoczona albo wręcz przeciwnie – masz mnóstwo energii. 

Sprzątanie przed okresem

Niedawno żartowałam sobie, że nie potrzebuję sprawdzać w kalendarzu czy aplikacji, kiedy zbliża się miesiączka, bo mam inny pewny prognostyk: zaczynam sprzątać. Dokładne ogarnianie biurka, generalne sprzątanie lodówki, przegląd szafy to czynności, które wykonuję zawsze właśnie w ostatnich dniach cyklu. Żeby nie opierać się tylko na dowodzie z własnych doświadczeń, spytałam o to na jednej z grup, które prowadzimy w Fundacji Makatka. Okazało się, że nie tylko ja znam z autopsji ten pociąg do porządkowania otaczającej rzeczywistości przed okresem. Jedna z grupowiczek napisała tak: 

Mniej więcej tydzień przed okresem najlepiej planować wielkie porządki. Takie wiecie – rozmrażanie zamrażarki, wywalenie całej szafy i ułożenie na nowo, umycie wszystkich okien… 

Co jeszcze zmienia się wraz z dniem cyklu? Libido, apetyt, poziom energii, a czasem również to, w jakich zadaniach czujemy się lepiej, a w jakich gorzej. Co z tego wynika? Otóż to, że planowanie z uwzględnieniem cykliczności naszej natury może pomagać nam lepiej wykorzystywać nasz potencjał!

Naturalna cykliczność

Trudno zakwestionować fakt, że ludzie funkcjonują w cyklach dobowych. Mamy opisane chronotypy i geny, które za nie odpowiadają. Na pewno znasz podział na sowy i skowronki czy nocnych marków i ranne ptaszki. Zasadniczo jednak – jakikolwiek chronotyp by do nas nie pasował – oznacza on, że działamy w pewnym rytmie. Rytmiczna zmiana towarzyszy nam też w skali makro – mam tu na myśli zmienność pór roku. Wiele osób odczuwa przesilenie wiosenne czy jesienne, wiele widzi różnice w poziomie energii latem i zimą. Po prostu: natura na nas wpływa. 

Długość cyklu menstruacyjnego jest gdzieś pośrodku i – co oczywiste – nie dotyczy on całej populacji. Czy to jednak znaczy, że nie warto się nim zajmować? Wprost przeciwnie: przyjrzenie mu się i poznanie go pozwoli nam wiele spraw zrozumieć, oszczędzić sobie trochę nerwów, a może nawet pieniędzy.

Jak pory roku Vivaldiego…

Wróćmy na chwilę do pór roku. Często, żeby zwizualizować zmienność w cyklu kobiecym, porównuje się poszczególne jego fazy właśnie do sezonów. Zima to menstruacja, wiosna – część fazy folikularnej po zakończeniu krwawienia, lato – czas okołoowulacyjny, i w końcu jesień – faza lutealna. I trzeba przyznać, że sporo w tym obrazie sensu! Ale tymczasem roboczo zacznijmy od wiosny, czyli drugiej fazy cyklu. Dlaczego tak? Odpowiedź na końcu! 

Zatem druga część fazy folikularnej, czyli wiosna naszego (pozwól na skrót myślowy) miesiąca, to czas, kiedy pęcherzyki jajnikowe dojrzewają i przygotowują się do wypuszczenia komórki jajowej. To czas, kiedy masz najwięcej energii, myślisz kreatywnie i mierzysz wysoko.

Na okres okołoowulacyjny przypada szczyt twoich umiejętności komunikacyjnych. W tych dniach do czucia się jak milion dolarów trzeba bardzo niewiele i widzisz to nie tylko ty. Czy ty też poznajesz ten czas po zachowaniu swojego partnera? Bo ja zdecydowanie. Ale poza największymi szansami na poczęcie dziecka w tym okresie rosną również szanse na pomyślny przebieg ważnych rozmów i spotkań. Jeśli szukasz dobrego momentu, by poprosić o podwyżkę, wypróbuj właśnie ten.

Wraz z owulacją nadchodzi faza lutealna, jesień twojego cyklu. I – jak to jesień – przynosi pewne uspokojenie. Możesz czuć się bardziej zorientowana na zadania wymagające szczegółowości czy czuć potrzebę organizowania swojej przestrzeni. Tak, to jest ten czas na sprzątanie albo porządkowanie budżetu.

Każdy koniec jest również początkiem: cykl zaczyna się w pierwszym dniu miesiączki, ale my potraktujmy menstruację jako etap zamykający. Ponoć właśnie wtedy nasze półkule mózgowe najlepiej ze sobą współpracują, stąd jest to idealny czas na refleksje i podsumowania. Tu już naprawdę bardzo zwalniamy: jeśli w tych dniach marzysz tylko o kocyku i ciepłej herbatce, to jest to nie tylko normalne, ale wręcz wskazane. 

Co zrobić z tą wiedzą?

Odpowiedzi na ten śródtytuł są zasadniczo dwie: coś lub nic. Może być tak, że cały ten artykuł czytasz z pewnym niedowierzaniem i poczuciem, że ciebie to nie dotyczy. To zupełnie normalne: nie każdy ma ten sam poziom odpowiedzi na zmiany hormonalne. Jeśli zatem jest ci obojętnie, który to dzień cyklu, bo nie widzisz różnicy w funkcjonowaniu twojego organizmu, to w porządku. Jeśli jednak poczułaś, że ten tekst jest właśnie o tobie, korzystaj z tej wiedzy, ile się da. Od czego zacząć? Pierwszym krokiem, zarazem najłatwiejszym i najtrudniejszym, jest pozwolenie sobie na odpoczynek i odpuszczenie w czasie miesiączki. Najłatwiejszym, bo ciało się tego wprost domaga. Najtrudniejszym, bo żyjemy w świecie, w którym podpaski reklamuje się, zapewniając, że „te dni” nie muszą się niczym różnić od innych. Nie muszą, ale mogą i nic w tym złego, że będą.

Wróćmy jeszcze do tego, o czym pisałam w pierwszym akapicie. Wyniki badania przeprowadzonego w Holandii w roku 2019 wskazują, że 80% respondentek czuła się mniej produktywna czy wprost „nieobecna duchem” (co fachowo określa się jako prezenteizm) przez ponad 20 dni w roku z powodu dolegliwości związanych z miesiączką. Biorąc pod uwagę fakt, że w późniejszych dniach cyklu stajemy się zwykle bardziej energiczne i produktywne, może faktycznie rachunek ekonomiczny przemawia za tym, by zrobić sobie wolne i pozwolić na nabranie energii, zamiast wpadać we frustrację, kiedy ciało chce odpocząć, ale praca nie może zaczekać.

Jeśli temat cię zaciekawił, polecam bardzo ten niedługi, ale bardzo treściwy film:

Loving your lady parts as a path to success, power & global change: Alisa Vitti at TEDxFiDiWomen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.