Kiedy maluch zostaje starszakiem

A,Small,Boy,Kissing,A,Newborn,Baby,Brother,At,Home.

Narodziny młodszego rodzeństwa to bez wątpienia jedno z ważniejszych wydarzeń w życiu dziecka. Niezależnie od tego, czy dzieje się to pierwszy, czy kolejny raz, do rodziny dołącza ktoś zupełnie nowy, niosąc ze sobą zmiany i wyzwania.

Jak rozumieć reakcje starszego dziecka na pojawienie się rodzeństwa? Czy złość po kilku miesiącach może mieć nadal związek z porodem? I czy jest coś, co może ułatwiać cały proces stawania się starszakiem?

Czego nie da się przewidzieć?

Nikt nie jest w stanie w pełni oszacować, jak bardzo zmieni się życie rodziny, gdy na świecie pojawi się kolejne dziecko. My, dorośli, przygotowujemy się na tę zmianę, ale nawet nam nie do końca udaje się określić, co będzie wyzwaniem, a co pójdzie nadzwyczaj gładko. Dla dzieci, które szykują się na przywitanie rodzeństwa, wyobrażenie sobie tej nowej codzienności to jeszcze większa abstrakcja. Dlatego tak trudno im odpowiadać na abstrakcyjne pytania („Cieszysz się, że masz siostrę?”, „A będziesz się bawić z braciszkiem?”).

Dzieci bez dwóch zdań wiedzą, że coś się święci, nawet jeśli są za małe, by świadomie o tym porozmawiać – obserwują naszą krzątaninę, zauważają, że zmieniło się samopoczucie mamy, wyłapują inny ton w rozmowach dorosłych. 

W czasie ciąży większość dorosłych skupia się na opowiadaniu o tym, jak odmienne będzie życie w powiększonym składzie. Niektórym maluchom rzeczywiście pomaga, gdy poczytają o przygodach stającego się bratem Franklina, obejrzą w ulubionej bajce wspólną zabawę rodzeństwa czy wrócą z rodzicami do albumów z niemowlęctwa. W tych „klasycznych” przygotowaniach nie ma nic złego, warto jednak pamiętać, że życie starszaka nie składa się tylko z tego, co go czeka, oraz że nie wszystko się zmienia. Znam wiele dzieci, które zagłuszają historie o przewijaniu i czekaniu na swoją kolej, ale uspokajają się, gdy słyszą, że mama nadal będzie im czytać przed snem, a tata nie przestanie zabierać na plac zabaw. Warto o tym wspominać.

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie emocje będą towarzyszyły dziecku, gdy na świecie pojawi się jego rodzeństwo. Czasami początkowa radość ustępuje rozczarowaniu, innym razem nieprzekonany starszak odkrywa, że nie jest tak strasznie, jak to sobie wyobrażał. Niechęć wobec rosnącego brzucha mamy nie oznacza, że relacja między rodzeństwem jest już przesądzona. Bardzo lubię zakładać, że cokolwiek się wydarzy, przyjmę to „z dobrodziejstwem inwentarza”. Decyzja o powiększeniu rodziny zapada między rodzicami (i to jest okej!), ale starszaki mogą odczuwać złość czy niepewność. Pozwólcie im mówić otwarcie o tym, co czują. Niewypowiedziane słowa nie znikają i nie zamieniają się w radość czy spokój. Wręcz przeciwnie – gdy rodzice nie chcą słuchać o niechęci wobec siostry czy brata, do smutku i żalu dołącza poczucie osamotnienia. 

Bieg długodystansowy

Więź między naszymi dziećmi, jak wszystkie inne relacje, nie jest czymś danym na stałe: będzie się zmieniać jeszcze wiele razy. Niektóre starszaki ze spokojem przyjmują powrót mamy i niemowlaka ze szpitala, ale bardzo ciężko znoszą tzw. kamienie milowe rozwoju (gdy młodsze rodzeństwo zaczyna raczkować czy chodzić) albo stają się mniej samodzielne w okresach lęku separacyjnego malucha. To normalne. Bycie siostrą czy bratem bobasa to w końcu inne wyzwanie niż dzielenie się zabawkami z dwulatkiem i szukanie prywatności w wieku szkolnym.

Większość rodzeństw, przynajmniej na jakimś etapie dorastania, wchodzi ze sobą w nieustanne konflikty i wypróbowuje wszystkie dostępne strategie rozwiązywania sporów (także te fizyczne). Jako rodzice zazwyczaj nie lubimy tych przepychanek. Kontakt fizyczny umożliwia jednak rozładowanie energii oraz poczucie własnej siły i sprawczości. Im szybciej przygotujemy się na to, że dom wielodzietny jest pełen głośnych negocjacji i wzajemnego podskubywania, tym łatwiej będzie się w nim odnaleźć.

Przeczytaj więcej: Dziesięć dziwnych rzeczy, które robią dzieci po pojawieniu się rodzeństwa

Nie możemy zagwarantować dzieciom (ani sobie), że relacja między nimi będzie silna i dobra. Czasami dwie bardzo różniące się temperamentem czy osobowością jednostki nie zostaną przyjaciółmi, choćby spędziły ze sobą bardzo wiele czasu i współdzieliły sporą pulę genów. Przyjaźni między dziećmi nie wspierają porównania („Twój brat już się ubrał, a ty…?”), przerzucanie odpowiedzialności za malucha na starszaka („To twoja wina, że pomazał stół, miałaś go pilnować”) ani… brak własnej przestrzeni. Także dzieci, które będą dzielić pokój, od czasu do czasu potrzebują samotności, miejsca na zabawki niedostępnego dla rodzeństwa czy popołudnia z rodzicem. Podobnie jak dorośli, dzieci, które się z kimś pokłóciły, nie są gotowe, by skupiać się na potrzebach i emocjach drugiej strony. Chcą opowiedzieć, co je zdenerwowało czy zasmuciło, zrobić coś, co poprawia im nastrój. Dopiero gdy czują się zrozumiane, spokojniejsze i bezpieczne, mogą otworzyć się na perspektywę innego człowieka (o ile są dość duże, by umieć ją sobie wyobrazić). 

Relacja między dziećmi od początku należy do nich i będzie tak bliska, jak one same będą tego chciały. Nie możemy kontrolować interakcji między dwojgiem ludzi, wpływać na ich odczucia czy sympatię względem siebie. Możemy jednak wspierać każde z dzieci z osobna: z empatią wysłuchać, gdy pokłócą się z rodzeństwem, podpowiedzieć, gdzie ukryć ukochane rysunki, a czasami posiedzieć razem nad kubkiem kakao. Momenty, w których można odpocząć od bycia siostrą czy bratem, dają poczucie równowagi i wyboru – tak potrzebnych każdej dobrej relacji.

Autor Karla Orban

Psycholog, trenerka empatycznej komunikacji. Szkoli się w czteroletniej szkole psychoterapii systemowej. Od ponad dekady wspiera dzieci, rodziców i nauczycieli. Absolwentka szkolenia Rodzicielstwo Bliskości dla Profesjonalistów I i II stopnia, członek ICISF. Czerpie z teorii więzi, Terapii Akceptacji i Zaangażowania oraz Porozumienia Bez Przemocy. Prywatnie mama trójki dzieci.

fb.com/KarlaOrbanPsychologRB

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.