Boże Narodzenie w Australii

Two,Young,Boys,In,Christmas,Caps,Sitting,On,The,Beach,

Wyobrażacie sobie święta Bożego Narodzenia w lipcu? Dzieci właśnie zakończyły rok szkolny, jest początek lata. Dni są długie, gorące, a większość czasu spędzacie w szortach i koszulce z krótkim rękawem. Brzmi dziwnie? Przeczytajcie, jak wygląda bożonarodzeniowy klimat w Australii.

Święta w środku wakacji

W połowie grudnia dzieci w Australii zaczynają wakacje, które potrwają aż do końca stycznia. Początek nowego roku szkolnego przypada na luty, a cały okres nauki podzielony jest na cztery dziesięciotygodniowe semestry oddzielone od siebie przerwami – trzema krótkimi trwającymi po dwa tygodnie oraz jedną sześciotygodniową latem. Z początkiem wakacji szkolnych plaże stają się miejscami, gdzie swoje kroki kieruje większość okolicznych mieszkańców. Ale australijskie plaże nie przypominają tych, które znacie z wakacji nad Bałtykiem. I to nie tylko dlatego, że nie mamy tu parawanów! Różnic jest sporo, a główna to liczba plaż w odniesieniu do liczby ludzi. W całym kraju jest około 12 tys. plaż – gdybyście odwiedzały jedną dziennie, to potrzebowałybyście aż 33 lat, aby zobaczyć wszystkie. Powierzchnia kontynentu australijskiego zbliżona jest do powierzchni Europy, ale mieszka tu zaledwie około 25 mln ludzi, podczas gdy tylko w Polsce mieszkańców jest niemal 38 mln. Inaczej usytuowane są też miasta – czterech na pięciu Australijczyków (zwanych potocznie w slangu Aussie) mieszka w odległości 50 kilometrów lub mniej od linii brzegowej. Tak więc plażowanie nie jest tutaj niczym wyjątkowym, to raczej element codzienności, przy czym na plażę częściej chodzi się właśnie latem – czyli w grudniu, styczniu i lutym.

Święty Mikołaj w szortach

W Australii w grudniu, zamiast w ciepły płaszcz i kozaki z kożuchem, zaopatrujesz się w koszulkę na plażę z długimi rękawami i filtrem UV, słomkowy kapelusz, bidon z wodą i litrowy krem chroniący przed słońcem. To atrybuty towarzyszące ludziom przez kolejne miesiące. I choć większość z nas słyszała na geografii, że gdy w Polsce jest zima, to gdzieś tam, po drugiej stronie świata trwa lato, to jednak widok Mikołaja ubranego w szorty, w deską surfingową pod pachą, zawsze szokuje. Tak samo jak kangury i misie koala w świątecznych czapkach. Akcenty znane, tradycyjne, jak czerwono-złote dekoracje, choinki i renifery, przeplatają się z lokalnymi symbolami. Znajdują się one tuż obok szyldów ogłaszających, że właśnie trwa sezon na mango i warto skorzystać z promocji „dwa w cenie jednego!”. W sklepowych katalogach, zamiast karpia, barszczyku i grzybów, pojawia się beza pavlova, mus z marakui, przecenione krewetki i jagnięcina. Świąteczne bombki leżą przy sklepowej kasie zaraz obok kremu łagodzącego poparzenia słoneczne. 

Okres świąteczny w Australii bardzo różni się od tego, jaki pamiętam z Polski. Wszystko jest odmienne – nie tylko pogoda, ale i zapachy, smaki, sposób celebrowania i spędzania tego czasu. Mam wrażenie, że w Polsce niejako już od jesieni wprowadzany jest specyficzny nastrój – powoli, stopniowo robi się coraz chłodniej, dni są krótsze, jest ciemno. Zaczynamy od herbaty z cynamonem i imbirem, potem koc na jesienne dni, aż w końcu zima, pierwszy śnieg, lampki rozświetlające wieczorną ciemność. W Australii jest totalnie na odwrót! Nie bez powodu mówi się o tym kontynencie land down under, czyli kraj do góry nogami. Tutaj nadchodzące święta to droga od wiosny do lata. Od dni ciepłych do upalnych, od nieśmiałego moczenia stóp w oceanie do spędzania całych dni w basenie. Zamiast nakładać na siebie kolejne warstwy ubrań, tutaj je z siebie zrzucamy. 

Jest kilka elementów bożonarodzeniowych, które Australijczycy uwielbiają. Pierwszy to zdjęcia z Mikołajem. W każdym centrum handlowym można znaleźć tło i Mikołaja czekającego, by ktoś zrobił sobie z nim zdjęcie. I nie jest to tylko zabawa dla dzieci, dorośli czy nastolatkowie także biorą w niej udział. Kolejnym uwielbianym elementem świąt są dekoracje domów! Lampki, światełka i błyskotki zapewne nikogo nie dziwią, dodatkowo bardzo popularne są tutaj ogromne dmuchane figury – Mikołaje, renifery, kangury czy choinki.  Uznaniem nadal cieszą się kartki bożonarodzeniowe wysyłane klasyczną drogą pocztową. Kolędowanie jest również powszechne, ale znacząco różni się od tego, które znamy z Polski. Odbywa się zazwyczaj w parku albo na jakiejś większej przestrzeni. Ludzie przynoszą koce, krzesełka kempingowe, krakersy, sery, wino. Wygląda to bardziej jak wielki piknik! Prym wśród akcesoriów wiodą świecące uszy renifera, migające opaski i czapki mikołajkowe.

Grill, plaża i szał zakupów

Australijczycy ubierają choinkę najczęściej wraz z początkiem grudnia, a prezenty pod nią (lub w świątecznych skarpetach) dzieci znajdują w bożonarodzeniowy poranek. Nie celebruje się tutaj kolacji wigilijnej 24 grudnia, ale w dzień Bożego Narodzenia je się świąteczny lunch. Zwykle są to potrawy przygotowane na grillu, bardzo częstym akcentem jest pieczeń albo owoce morza. Jedzenia jest dużo mniej i jest dużo lżejsze – wyobraźcie sobie gotowanie i spożywanie tych wszystkich 12 rozgrzewających potraw przy 30 stopniach na zewnątrz! Sporo dań jest podawanych na zimno, choć wiele zależy od tradycji danej rodziny i jej korzeni. A co z resztą dnia? Sporo osób udaje się na plażę albo do parku, by wraz z rodziną czy przyjaciółmi spędzać czas na zewnątrz. W tym okresie bardzo popularne są również wyjazdy na kemping – wielu Australijczyków rusza właśnie wtedy na pola kempingowe i tam spędza koniec grudnia. Natomiast 26 grudnia to w Australii Boxing Day, czyli święto wyprzedaży. Ceny są dużo niższe, w supermarketach kłębią się tłumy, istne zakupowe szaleństwo.

Święta po australijsko-polsku

Polskie sklepy i piekarnie znajdujące się w większych miastach w okresie przedświątecznym przeżywają oblężenie. Na polskich forach pojawiają się zapytania, kto jeszcze przyjmuje zamówienia na galaretę i która z australijskich ryb jest najlepsza do ryby po grecku. Wielu Polaków z dużym wyprzedzeniem składa zamówienia na pierogi i uszka, serniki i makowce, które mają przywołać wspomnienia świąt spędzanych w ojczyźnie.

W naszym domu również mamy polskie akcenty. W tym roku zamierzamy spędzić ten czas z Polakami, pośród polskich dań – będą ciasta, barszczyk, sałatka jarzynowa. Tyle że w przerwach w maratonie jedzenia będziemy wskakiwać do basenu i nakładać kolejną warstwę kremu od słońca.

Australia to różnorodność i to tutaj nauczyłam się, że nie ma jednego właściwego sposobu celebrowania świąt. Jedni grillują kiełbaski w parku, inni lepią pierogi, robią spring rollsy albo pad thai. Są również tacy, którzy wcale nie świętują, ale zabierają swoją esky (przenośną lodówkę) pełną gazowanych napojów na plażę i surfują. Czy da się w takich okolicznościach poczuć klimat świąt? Zdania są podzielone. Dla jednych brak śniegu to brak atmosfery. Inni uważają, że im dalej od rodziny, tym mniej satysfakcji z celebrowania tego czasu. Jeszcze inni żyją w tym klimacie od dawna lub od zawsze i to obraz przyprószonych śniegiem ulic z choinkami jest dla nich abstrakcyjny i egzotyczny (wielu Australijczyków nigdy nie widziało śniegu, choć są w Australii miejsca, gdzie można go spotkać). Ile osób, tyle sposobów, potrzeb i możliwości przeżywania świąt.

Życzę Wam, byście ten okres przeżyły po swojemu. Tak jak chcecie, możecie, potrzebujecie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.