Chcę wychowywać tak jak chcę

Young,Mom,With,Her,5,Years,Old,Daughter,And,4

Współczesne rodzicielstwo bywa bardzo samotnym doświadczeniem. Mieszkamy coraz dalej od siebie nawzajem i coraz rzadziej możemy liczyć na odciążenie w codziennej opiece. Mamy także niespotykany do tej pory dostęp do wiedzy o rozwoju i zdrowiu dziecka, co bywa źródłem różnic i nieporozumień. Czyjeś rodzicielstwo można także bardzo łatwo utrudnić: niechcianą radą, uporczywym dopytywaniem o plany na kolejną ciążę albo nieustanną krytyką. Czy można uodpornić się na bycie krytykowanym? I jak mówić o swoich granicach?

Dobrymi intencjami…

Nie ma nic złego w chęci wspierania. W końcu jeśli na przestrzeni wieków coś łączy nas jako rodziców, to zdecydowanie jest to pragnienie, żeby dzieci były szczęśliwe i zdrowe, a rodzicielstwo choć trochę prostsze. Dlatego gdy młodzi rodzice opowiadają o nieprzespanej nocy, wyglądają na zmęczonych, zmartwionych czy niepewnych, uruchamia to w niektórych chęć wyciągnięcia ich z tarapatów – zaczynają grać rolę ratownika. Podobnie jak ratownik medyczny nasza wspierająca dusza potrzebuje informacji o tym, co właściwie się zadziało i w jakim stanie są poszkodowani, żeby ustalić zakres niezbędnej pomocy i wybrać odpowiednie środki. 

Tu właśnie zaczynają się schody: bez umiejętności słuchania, bez powstrzymania chęci natychmiastowego działania i bez znajomości swojej własnej torby ratownika (narzędzi, które mam do dyspozycji, wspierając) rośnie ryzyko, że zamiast pomagać, będziemy utrudniać. Porada lub ocena są o tyle atrakcyjne, że można je wygłaszać w zasadzie bezrefleksyjnie, nie wymagają czasu, zastanowienia i, co najtrudniejsze, pobycia z drugim człowiekiem dokładnie w tym stanie, w jakim do nas przyszedł. 

Pomoc nie zawsze musi być poradą („kup smalec z gęsi i pocieraj…”, „odstaw od piersi, to wszystkie twoje problemy się skończą!”). Takie wsparcie nazywa się informacyjnym i nie musi mieć formy nieproszonej rady; może być także zadawaniem pytań, które ułatwią komuś zorientowanie się w jego trudnościach czy potrzebach (Nie wiesz, czy zmienić Adasiowi przedszkole. A co on o tym myśli? Chcesz pobyć trochę sam na sam z młodszym dzieckiem i nie chcesz, żeby starszak poczuł się wypchnięty do żłobka?). Pomaganie może być też wysłuchaniem (to wsparcie emocjonalne), zrobieniem komuś słoików z zupą czy zabraniem starszaka na spacer (a to wsparcie instrumentalne). Wymieniam je tutaj, ponieważ metody, jakie uznajemy za pomoc, a nie utrudnianie, muszą odpowiadać na realne potrzeby. Z tego powodu zaglądanie do wózka obcej osoby i komentowanie ubioru dziecka niezmiernie rzadko jest przyjmowane z wdzięcznością. Z kolei ci, do których przyszliśmy z opisem trudności („moje dziecko nie śpi dobrze”), niekiedy błędnie odczytują, jakiego rodzaju pomocy nam potrzeba, albo nie mają pojęcia, że w ogóle mają jakiś wybór. Możesz zakomunikować im wprost:

Wiem, że to mogło tak brzmieć, jakbym chciała teraz szukać rozwiązań, ale najbardziej potrzebuję się wygadać. Kiedy mogę w końcu zrzucić z siebie ten ciężar, to robi mi się lżej, wystarcza mi, że słuchasz.

Próbujemy teraz kilku rzeczy, jeszcze nie wiem, która się sprawdzi. Ty pomógłbyś/pomogłabyś mi bardzo, gdybyś…

Jeżeli w ogóle nie potrzebujesz wsparcia, też powiedz o tym wprost:

Właściwie to nie wiem, dlaczego o tym rozmawiamy. Dobrze sobie radzimy, dzięki.

Wydajesz mi się zmartwiony/zmartwiona. Myślę, że chociaż mamy nieco inne sposoby niż ty kiedyś, to dobrze nam idzie.

Nie lubię, kiedy pytasz mnie o następną ciążę. To nie jest coś, o czym chcę rozmawiać.

Pomaganie „na wyrost” może też być próbą zaangażowania się w wasze życie rodzinne albo wyrazem troski o dziecko. W takiej sytuacji pomocne może być nazwanie tego i docenienie starań:

Słyszę, że się o nią/niego troszczysz. My też nie damy jej/jemu zrobić krzywdy.

Widzę, ile robisz dla swoich wnuków i jak bardzo chcesz być dobrą babcią/dziadkiem. Nie musisz się przejmować tym rozszerzaniem diety. Ja się o to pomartwię, a ty zostaw sobie przyjemności, spacery i zabawę.

Jeżeli mimo stawiania granic i otwartego mówienia o potrzebach, druga strona staje się coraz bardziej agresywna, pamiętaj o tym, żeby zadbać o siebie, a nie skupiać się na bronieniu swoich racji. Być może w tej chwili najbardziej wspierająca byłaby zmiana tematu lub zakończenie rozmowy. To będzie jak najbardziej okej! 

Daj sobie prawo do własnego rodzicielstwa

Krytyka dotyka nas szczególnie mocno, gdy nosimy w sobie rodzicielskie poczucie winy i przekonanie, że nie jesteśmy w stanie podejmować dobrych decyzji. Dlatego oprócz komunikacji ważne jest też to, żeby zrobić dla siebie coś, co w psychologii nazywamy uprawomocnieniem. Nie potrzebujesz do tego kogoś innego: możesz dać sobie prawo do decydowania, popełniania błędów i poszukiwania rozwiązań dla swojej rodziny. 

Jestem pewna, że w swoim rodzicielstwie postępujesz najlepiej, jak umiesz. Nawet jeżeli wciąż uczysz się tej roli – jak my wszyscy, przez całe życie naszych dzieci – masz prawo podejmować decyzje i wybierać, z kim je konsultujesz. Możesz też robić coś zupełnie inaczej niż inni rodzice (nawet twoi czy partnera), bo żyjecie w różnych warunkach.

Zrozumienie tego, że różnorodność nie jest problemem i nie oznacza, że któreś z nas popełniło błąd, może być naprawdę uwalniające. Czasami obserwuję, jak w mediach społecznościowych rodzice walczą ze sobą o słuszność jakiejś metody, obawiając się, że przegranie w dyskusji w internecie mogłoby oznaczać, że w „prawdziwym” świecie wybrali źle albo, co gorsza, wyrządzili dziecku krzywdę. Dobrze to widać w przypadku rozmów o słuszności posyłania malucha do żłobka: dla osób, które posłały tam dziecko, ważne jest, by pokazać, jak im to pomogło i że nie skrzywdziło dziecka (dlatego twierdzą, że żłobek ma duży wkład w stymulowanie rozwoju dzieci), a ci, którzy zdecydowali się zostawić malucha w domu, utwierdzają się w swojej decyzji, krytykując żłobki. W rzeczywistości tylko ty wiesz, co pomaga wam w danym momencie najbardziej. Być może wracając do pracy, wybierając współspanie albo nie karmiąc piersią, odczuwasz tak dużą ulgę i spokój, że pomaga ci to w byciu obecnym czy zaangażowanym rodzicem. Zewnętrzni obserwatorzy najczęściej nie są w stanie tego ocenić. Bywa, że ich krytyka staje się mniej intensywna, gdy zauważamy ich własne starania:

Słyszę, że sprawdza wam się ten żłobek. To najważniejsze!

Widzę w tobie bardzo czułego i troskliwego rodzica. To, że nie karmiłaś piersią, w ogóle tego nie zmienia.

Docenienie rodzicielskich wysiłków przyda się także tobie. W końcu ty sam(a) wiesz, ile nieprzespanych nocy, dziecięcych chorób, niepewności i cięższych dni za tobą. Dobra robota!

Autor Karla Orban

Psycholog, trenerka empatycznej komunikacji. Szkoli się w czteroletniej szkole psychoterapii systemowej. Od ponad dekady wspiera dzieci, rodziców i nauczycieli. Absolwentka szkolenia Rodzicielstwo Bliskości dla Profesjonalistów I i II stopnia, członek ICISF. Czerpie z teorii więzi, Terapii Akceptacji i Zaangażowania oraz Porozumienia Bez Przemocy. Prywatnie mama trójki dzieci.

fb.com/KarlaOrbanPsychologRB

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.